Jak to jest z tą edukacją seksualną ?


Podejmowany polityczny dyskurs dotyczący seksualności wiąże się zazwyczaj z kilkoma stałymi obszarami. Wśród tych obszarów jest antykoncepcja, aborcja, in vitro i edukacja seksualna w szkołach. Antykoncepcja i aborcja już od lat dziewięćdziesiątych zajmują partie rządzące. In vitro i edukacja seksualna pojawiły się na przestrzeni ostatnich 15 lat. Dotyczy to zarówno lewicy jak i prawicy.
Obie strony pomimo różnić w światopoglądzie traktują seksualność w podobny sposób. Moim zdaniem wynika to z faktu, że w rzeczywistości w Polsce, nie ma rozdzielności państwa od Kościoła. Powyższy wniosek powstał z przekonania, że wszelkie działania polityków w odniesieniu do seksualności opierają się na założeniach Kościoła. I chociaż działania polityczne podpierają się moralnością wynikającą z założeń wiary to politycy podejmują działania, które zostaną poparte przez większość elektoratu. Jeżeli w Polsce zgodnie z danymi na koniec 2018 roku 81% obywateli deklaruje, że jest wierząca, to trudno oczekiwać, że politycy dopuszczą do utraty tak licznej grupy wyborców. 
Polityka opiera swoje rozważania dotyczące seksualności, o czym wspomniałam wcześniej,  na czterech obszarach: 
·         środkach antykoncepcyjnych i ich finansowaniu,
·         aborcji i jej całkowitego zakazu,
·         in vitro jego finansowaniu i dostępności,
·         edukacji seksualnej zgodnej ze standardami wiary katolickiej.
 Te obszary w rękach polityki są narzędziem, które wzbudzają największe kontrowersje. Politycy sami decydują o tym jakie rozwiązanie w danym obszarze zostanie wprowadzone. Ich decyzje podyktowane są własnym niczym nie potwierdzonym zdaniem lub wynikiem lęku przed utratą elektoratu.
Panująca władza czy wiodąca partia jest głosem większości obywateli. Jeżeli zatem partia polityczna uznaje, że seksualność to  tylko  kwestie stosunku płciowego i rozmnażania to zwolennicy danej partii nie mogą mieć odmiennego zdania. A nawet jeżeli mają to większość postulatów partii jest tożsama z ich własnym zdaniem. Jeżeli zatem od lat prowadzi się dyskurs związany z seksualnością, który opiera się tylko na biologii to właśnie tak jest ona rozumiana przez duża grupę społeczną.
Wyraźnie widać, że tendencja polityczna i społeczna związana z seksualnością rozmija się nieco z faktyczną definicją seksualności, która powinna być rozpatrywana jako proces całożyciowy. L. Aresin i K. Starke, za Zbigniewem Lwem-Starowiczem, uważają, iż seksualność obejmuje procesy psychiczne i fizyczne. W sposób pośredni i bezpośredni dotyczą  indywidualnej i społecznej sfery seksualnej. Autorzy wymieniają trzy czynniki seksualności:
  1.  „biologiczny jako warunek redukcji;
  2. subiektywny jako indywidualne przeżycie rozkoszy i zaspokojenia;
  3. społeczny lub międzyludzki jako jedyna w swoim rodzaju komunikacja między partnerami, umożliwiająca wzajemne uszczęśliwianie się i dzięki temu przyczyniająca się do stabilizacji układu partnerskiego”.[1]
Zgodnie ze wskazaną definicją należy uznać, że seksualność dotyczy problematyki związanej z poczuciem samoakceptacji, rozumienia własnej płci, umiejętności tworzenia relacji, nawiązywania kontaktów, umiejętności rozmawiania i odmawiania. Na seksualność składa się również umiejętność  rozpoznania czym jest przemoc seksualna i jakie ma oblicze, ponadto problematyka powiązana z seksualnością dotyczy także dbania o zdrowie. Jeżeli rozumiemy, że seksualność to szereg kompetencji i umiejętności całożyciowych, które w danym okresie rozwoju muszą nastać aby człowiek był istotą spójną to łatwo zrozumieć dlaczego obiektem stałego dyskursu politycznego są zawsze aborcja, antykoncepcja, in vitro czy edukacja seksualna w szkołach. Należy zaznaczyć, że edukacja seksualna w szkołach, sama w sobie jest jak najbardziej zasadna, z tym że w rękach polityki rozmija się niejednokrotnie z tym co jest faktycznie problematyką dotyczącą seksualności.
            Jeżeli zatem odniesiemy się do powyższego łatwiej zrozumieć, że wprowadzanie prawa czy normowanie pewnych zjawisk najbardziej kontrowersyjnych jest prostsze niż tworzenie systemu kształcenia, które byłyby miarodajnym źródłem wiedzy o seksualności a tym samym uposażał jednostki w niezbędne umiejętności społeczne i komunikacyjne.
            Tutaj pojawia się wątek dotyczący tego, że politykom brakuje merytorycznego podejścia do spraw związanych z tą problematyką. Politycy skupiają swoją uwagę, na elementach, które od lat są źródłem niepokoju społecznego. Podejmowane  przez nich działania czy wygłaszane przemowy  nie maja nic wspólnego z naukowymi prawdami. Jeżeli osoba publiczna mówi o tym, że „łączenie edukacji seksualnej ze standardami WHO[2]  to promocja homoseksualizmu”[3] lub  komentuje wytyczne deklaracji LGBT[4]  słowami „że to wczesna seksualizacja dzieci[5] to śmiało stwierdzam, że jest to wiedza wynikająca z braku jakiejkolwiek lub byle jakiej edukacji seksualnej  w ich własnym doświadczeniu życiowym.
Polityka w swoim obszarze zamyka dopływ prawdziwych i wartościowych informacji. Uniemożliwia sama sobie wewnętrzny rozwój i bazuje na tym co jest dla niej bezpieczne. Uważam, że największym problemem polityki jest brak wiedzy i rozeznania w obszarach, które dotyczą ważnych spraw społecznych. Wszystkie działania  polityków opierają się na przekonaniu, że mają rację. To przekonanie wyrasta często z braku poczucia własnej wartości, niskiej samooceny, braku umiejętności komunikacji i braku tolerancji.
Trudno rozdzielać problematykę seksualności od polityki jeżeli to właśnie polityka stanowi jaka edukacja seksualna będzie. Profesor Zbigniew Izdebski stwierdził, że „to ministrowie decydują, czy antykoncepcja i zabiegi in vitro są dofinansowane z budżetu, czy prawo aborcyjne zostanie zaostrzone, jaka wysoka kara będzie za przemoc seksualną, czy w szkole będzie edukacja seksualna. Całe zdrowie seksualne Polaków zależy od decyzji Polityków.”[6]. Ważne byłoby zatem aby w polityce brali udział ludzie o szerokim rozumieniu seksualności. Będzie to możliwe wówczas gdy  społeczeństwo zrozumie czym tak naprawdę jest seksualność.
           



[1] Z. Lew-Starowicz, Seksuologia psychospołeczna [w:] Z. Lew-Starowicz, V. Skrzypulec, Podstawy seksuologii, Warszawa 2010, s. 25.
[2] Światowa Organizacja Zdrowia (ang. World Health Organization, WHO) – organizacja działająca w ramach ONZ, zajmująca się ochroną zdrowia. Jej siedzibą jest Genewa.
[3] Wypowiedź Anny Marii Siarkowskiej posłanki PiS w sprawie edukacji seksualnej na standardach WHO
[4] W ogólnej definicji terminem tym określa się ogół osób, które tworzą mniejszości o odmiennej od heteroseksualnej orientacji seksualnej oraz osób o tożsamości płciowej niezgodnej z płcią biologiczną (osoby transgenderyczne i transseksualne)
[5]https://wiadomosci.wp.pl/ dostęp z dnia 11.04.2019
[6] https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/ dostęp z dnia 11.04.2019

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niskie kompetencje wychowawcze, dysfunkcja czy patologia ? Gdzie jest granica....

Trochę o małżeństwie.

Uchodźcą jestem.... zmuszona uchodzić jestem za kogoś kim nie jestem.