Trochę o edukacji.
Tematyka związana z
edukacją jest obszerna i zawiera w sobie wiele interesujących wątków. Zmiany
kulturowe jakich jestem świadkiem powodują, że poddaję pod namysł dotychczas
znane i stosowane powszechnie procesy, zdarzenia, korelacje i wszelkie sposoby
funkcjonowania współczesnego społeczeństwa. Powodem moich rozważań jest znalezienie
odpowiedzi na nurtujące mnie pytania związane ze zmianami kulturowymi. Uważam
bowiem, że zmiany w kulturze prowadzą do zmian w obszarze życia codziennego,
gospodarki, polityki, wychowania, języka i edukacji. Pytania jakie pojawiają się w moich
rozważaniach dotyczą:
1. Wielokulturowość
czy jesteśmy na nią gotowi ? Jak się przygotować na coś co jest nieuniknione ?
2. Czy
dobro i zło mają dzisiaj określone granice? Kto odpowiada za ustalanie tych
granic ?
3. Kultura
starszych pokoleń i jej wpływ na losy
młodych ? Czy kultury nadal uczymy się od starszych ? Kto jest dzisiaj mniej
kulturalny młodzież czy dorośli ?
4. Skąd
czerpać wzorce jeżeli ponowoczesność zasypuje wpływami ?
5. Czy
w świecie ponowoczesnym można budować przyszłość na dotychczas
znanych/zastanych wartościach?
6. Jakie
wartości społeczne mogą budować nowy obraz kultury ?
Takie pytania pojawiły się w moich
rozważaniach w wyniku osobistych doświadczeń życia codziennego. Obserwuję
zmiany zachodzące wokół mnie i często podejmuje próbę odniesienia ich do
dotychczas znanych prawd naukowych. Szukam uzasadnienia dla działań, słów i
relacji ludzi napotkanych w swoim otoczeniu. Chcę zrozumieć czy kierunek zmian
w świecie ponowoczesnym będzie sprzyjał wychowaniu w rodzinie,
socjalizacji i edukacji.
Kiedy
pojawia się w moich rozważaniach edukacja kieruję swoje myśli do swoich dzieci
i ich drogi edukacyjnej. Jednocześnie docierają do mnie informacje od
znajomych, przyjaciół i środowisk w których funkcjonuję, że edukacja ma obecnie
w ich ocenia kształt karykatury. Jestem przekonana, że tak surowa ocena
edukacji wynika z ich osobistych doświadczeń, które odbiegają od ich potrzeb. Tym
samym ocena pewnych podmiotów czy systemów często wynika z braku merytorycznych
podstaw do jej wystawiania. Należy pamiętać, że polska edukacja podlega wielu zróżnicowanym wpływom:
-
nauczyciele wychowani i kształceni w socjalizmie,
- zmiany systemów kształcenia proponowane i realizowane przez aktorów sceny politycznej,
- przechodzenie od ortodoksji do heterogeniczności,
- zróżnicowanie światopoglądowe,
- pluralizm,
- inne.
Czy takie zróżnicowane
wpływy są obecne we współczesnej edukacji? Myślę, że tak- nauczyciele wychowani
w socjalizmie- ich większa część- uczniowie urodzeni po upadku PRL i młodzież
żyjąca w szybko zmieniających się realiach. Jak wygląda edukacja, która mierzy
się z tyloma zależnościami kulturowymi? Czy szkoła jest w stanie sprostać
wyzwaniom edukacji kiedy jej kształt zostaje odcięty od dotychczas przyjętych
rozwiązań? Czy możemy kierować edukację na nowe tory jeżeli nauczyciele nadal
pozostają po części na starym? Jak edukacja może wyglądać kiedy podmiotowość
ucznia będzie narzędziem w ręku nauczyciela a przestanie być policzkiem dla ich
kompetencji ? Czy jest możliwa zmiana w edukacji, która wyjdzie od
nauczyciela? Czy nadal będzie trzeba korzystać z wiedzy techne? Czy w świecie
ponowoczesnym wiedza techne jest nadrzędna? Jaki kształt nadać edukacji w
zmieniającej się rzeczywistości?
Takie pytania pojawiają
się kiedy myślę o kształcie Polskiej edukacji. Jej forma i kierunek oddziaływań
w moim odczuciu nadal są ograniczone formą przekazu i jakością treści.
Zmieniający się świat powinien wpływać na kształt edukacji tak aby ta
pozostawała wartością nadrzędną, która oddziałuje na całokształt życia
człowieka. Uważam, że edukacja współcześnie powinna iść w parze z uposażeniem
jednostki w nadrzędne kompetencje społeczne, które umożliwią radzenie
sobie ze zmianami w świecie. Wiadome jest, że edukacja nie może zmieniać się
tak szybko jak świat. Jej docelowy kształt powinien dawać nauczycielom duży
zakres swobody przekazu z zachowaniem tego co najistotniejsze w toku
kształcenia i całego życia.
Moją dużą ciekawość kieruję w stronę współczesnego języka. Jako
matka/pedagog spotykam się z wieloma dziećmi w różnym wieku. Zwróciłam
szczególną uwagę na sposoby wypowiedzi dzieci kierowane zarówno do mnie jak i
do siebie wzajemnie. Idąc ulicami miasta nasłuchuję jak ludzie rozmawiają przez
telefon czy między sobą. Już dawno zwróciłam uwagę, że język stosowany przez
społeczeństwo ulega spłyceniu.
Zgodnie z założeniami
programu kształcenia rolą szkoły/ nauczyciela jest rozwój języka ojczystego ucznia w mowie i piśmie, który tworzy
fundament rozwoju dziecka, jest pomocą w kształtowaniu się zintegrowanej
wewnętrznie osoby wychowanka, stanowi główny punkt odniesienia całej edukacji
szkolnej - wychowania i kształcenia (Rozp. MEN 1999).[1]
Czy obecnie nauczyciel ma taką rolę ? Pomyślałam, że jeżeli uczeń współcześnie/
rzadko czyta/ w domu nie prowadzi się rozmów/ inspiruje się zawartością
Internetu to nie ma możliwości aby jego język przyczyniał się do kształtowania zintegrowanej
wewnętrznie osoby. Język i jego bogactwo w mojej ocenie umożliwia
wyrażanie siebie w sposób zrozumiały i pełny. Dobra znajomość języka/ jego wszechstronność
pozwala młodemu człowiekowi być zrozumianym.
Podnosząc problematykę
związaną z językiem stosowanym w polskiej szkole i wśród dzieci chciałam
podkreślić, że język w mojej ocenie jest źródłem nieograniczonej ekspresji
indywidualności. Wyrasta ona na gruncie
naturalnej potrzeby wyrażania siebie, swoich wartości, swojego zdania i wiedzy.
Na koniec moich rozważań przytoczę znany
wszystkim Polakom cytat Mikołaja Reja: „A
niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język
mają!” [2]
Prof. Jerzy Bralczyk tak pisał o tym
cytacie (…) Czyżby polszczyzna
przypominała gęganie? Często właśnie do gęsich dźwięków porównuje się mówienie
niezrozumiałe, a też i prostackie, i bełkotliwe, i głupie zgoła. – czy
tak jest dzisiaj?
"O lekarzu świadczy opinia chorych, o nauczycielu – uczniów. A o człowieku posługującym się zawodowo piórem – czytelników." ( cytat: Władysław Bartoszewski, 5 października 2006)
[1]https://www.ore.edu.pl/ dostęp na
dzień 18.07.2019
[2] Prof. Andrzej Markowski: (…) że
nie gęsi język, że swój język mają Polacy. Gęsi jest tu przymiotnikiem: jaki
język? gęsi (tak jak np. ptasi). A gęsim językiem nazywano wówczas łacinę — czy
to od skojarzeń dźwiękowych, czy też raczej od tego, że pisano w tym języku —
gęsim piórem. Sens sentencji jest więc taki: Niech wszyscy za granicą wiedzą,
że Polacy mają swój język, a nie łacinę, i mogą tworzyć literaturę w tym
języku. Co też Mikołaj Rej z Nagłowic robił.[w] https://blog.dobryslownik.pl/
dostęp na dzień 18.07.2019
Komentarze
Prześlij komentarz